Dyskutują, ucztują i medytują




Po raz kolejny rozpoczął się doroczny zlot światowej plutokracji w szwajcarskim kurorcie Davos. Jednak zdziwiłby się niejeden, gdyby dowiedział się, że prócz rytualnych dyskusji „o stanie świata i zagrożeniach dla jego stabilności” toczących się, jak donosi wczorajsza GW, w nikogo nie rażącej aurze „blichtru i elitarności”, jest również miejsce na ... „medytację”, coraz bardziej popularną wśród globalnej magnaterii medialno-finansowej. Tak, dzisiaj, kiedy rzekomo z „medytacji” zdjęte zostało odium ezoterycznego Orientu, nawet magnaci medialni w rodzaju Ruperta Murdocha nie wahają się otwarcie przyznać, że sami też „medytują”. Wszystko to z myślą o szerzeniu światowego pokoju, rzecz jasna.


Sarkazm, sarkazmem, jednak to elitarne towarzystwo - a za nim, o ironio, masy bezmyślnego (mindless) prekariatu, z którego wywłaszczenia żyje ta globalna plutokracja zgromadzona właśnie w Szwajcarii - rzeczywiście zdaje się wierzyć w to, że za sprawą indywidualnego i „uważnego zarządzania” swoim wewnętrznym „ja”, możliwe będzie podtrzymanie światowego pokoju. A jeśli nawet u tego czy innego miliardera pojawi się cień wątpliwości, to możemy być pewni, że szybko wyleczą go z tego medycy w rodzaju Kabat-Zinna lub niestrudzeni krzewiciele „Dharmy”, jak Matthieu Ricard. „Dharma”, jak świat, światem, zawsze przecież trzymała z tymi, którzy definiowali status quo. Dlaczego dzisiaj, w dobie społeczeństwa kontroli, miałoby być inaczej?