Ostrze brzytwy






Przy okazji nanoszenia drobnych poprawek w dawno już przetłumaczonym przeze mnie eseju Stephena Batchelora pt. „Istnienie, oświecenie i samobójstwo”, znowu niepostrzeżenie uległem tej niezwykłej historii, i w rezultacie, drogą skojarzeń, przypomniałem sobie pewne sceny z dwóch ekranizacji wspomnianej na początku eseju powieści Somerseta Maughama pt. „Ostrze brzytwy”.

Książka ta została wydana w 1944 roku – nadal, o ile mi wiadomo nie jest dostępna po polsku – i już dwa lata później, zrobiony na jej podstawie film, wszedł na ekrany. Drugiej ekranizacji doczekała się w roku 1984. 

Fragmenty, które utkwiły mi szczególnie w pamięci, przedstawiają wizytę głównego bohatera, Larryego Darrella w dalekich Indiach i jego pobyt w jednym z tamtejszych aszramów, gdzie pobierał nauki u hinduskiego swamiego. To co niewątpliwie zwraca uwagę, to fakt, że ekranizacja z 1946 r. jest w miarę wierną wersją prozy Maughama – jeśli oczywiście bierze się pod uwagę ówczesne możliwości techniczne. Mamy do czynienia z czymś, co może do złudzenia przypominać południowo-indyjski aszram, choć fizjonomia samego swamiego bardziej przypomina Albusa Dumbledora, tudzież, jak kto chce, rodzimego Jańcia Wodnika..., ale mniejsza o to. Mamy też namiastkę rozmów, które sugerują, że faktycznie nauki jakie ma do zaoferowania guru mają szansę dotrzeć do Larrego - szczególnie zważywszy na modne w tamtych czasach na Zachodzie wedantyjskie akcenty - i dzięki stopieniu się z Bogiem /Absolutem, obudzić w nim tę rzekomą, uśpioną iskrę boskości. Ale jak mówi swami, nie jest to łatwe zadanie, bowiem ścieżka, która ku temu wiedzie jest wąska, niczym tytułowe ostrze brzytwy.

Natomiast wersja z 1984, przenosi nas nie do aszramu, jak chciał Maugham, lecz prosto do tybetańskiego klasztoru, gdzie Larry, grany przez Billa Murraya, witany jest przez szeroko uśmiechniętego, oczekującego go lamę. Mając na uwadze rosnącą w latach 70 i 80-tych popularność Dalajlamy, trudno dziwić się producentom, że zdecydowali się na odstępstwo od oryginału – „latający lamowie” wraz z hollywoodzkimi gwiazdorami skutecznie przemodelowali zachodnią percepcję mistycznego Orientu. Wreszcie, nikt nie wspomina tu już o „Bogu”, mowa tylko o „ścieżce prowadzące do zbawienia”...

Krótka sekwencja wypadków w tybetańskim klasztorze osiąga przełomowy punkt, kiedy Larry, wybrawszy się na odosobnienie wysoko w góry, usadawia się na szczycie ośnieżonego stoku i zatapia się w lekturze przyniesionych ze sobą książek. Po jakimś czasie, znudzony, spogląda w kierunku zalanych oślepiającym światłem górskich przełęczy, i powoli, jak jeden z tych ikonoklastów zen, zaczyna wyrywać kartki z czytanej właśnie książki i zwyczajnie rozpala z nich ognisko. Wznieciwszy w sobie ten upragniony płomień mistycznej beztroski, w pełni ukontentowany, postanawia zejść jednak w dół, ponieważ czuje, że wzywa go świat z którego przybył. Paradoksalnie, jak potwierdza to jego mentor, tylko tam będzie mógł doświadczyć ostatecznego spełnienia.

Ani jedna, ani druga ekranizacja, nie uwzględniła faktu, że Maugham, nie posłał swojego bohatera w góry, lecz jak Buddę, usadowił go pod drzewem, gdzie Larry ostatecznie doznał oświecenia. 

„Miałem wrażenie” mówi Maughamowi „że wypełniła mnie wiedza bardziej niż ludzka. To tak, jak gdyby wszystko to, co było zawikłane, wyklarowało się, a wszystko to, co mnie kłopotało, stało się jasne. Byłem tak szczęśliwy, że aż sprawiało mi to ból i walczyłem aby się z tego wyzwolić, ponieważ czułem, że jeśli potrwa to przez chwilę dłużej, to umrę”. 

Ostatni raz widzimy Larryego, kiedy wchodzi na pokład statku płynącego do Ameryki, gdzie planuje zniknąć pośród tłumów, jako taksówkarz. „Moja taksówka” tłumaczy „[będzie] jedynie narzędziem mojej pracy, ... ekwiwalentem kija i miski wędrownego żebraka”. 

Historia Maughama spełnia swoją rolę dopóty, dopóki odzwierciedla rzeczywiste zjawisko: zachodnią fascynację wschodnimi tradycjami po pierwszej wojnie światowej. Powieść zawodzi jednak z powodu niemożności wyobrażenia sobie przez autora duchowego doświadczenia, jako czegoś innego, niż tylko przedłużonego mistycznego orgazmu. Szczerość i nagląca potrzeba poszukiwań Larryego zostaje strywializowana, a jego końcowe postanowienie pozbawione jest przekonującej siły. 

Garstka ludzi Zachodu, którzy rzeczywiście podróżowali do Azji w pierwszej połowie dwudziestego wieku, poszukując mądrości, musiała pozostawić za sobą nie tylko bezpieczeństwo swojej tradycji, ale także wykrętny romantyzm Somerseta Maughama. Po raz pierwszy, prawie w ciągu dwóch tysięcy lat, ludzie ci przygotowywali się, aby przyjąć coś innego. Było to posunięcie, które różniło się, zarówno od intelektualnego entuzjazmu Schopenhauera, jak i zagmatwanych fantazji Bławatskiej. ("Istnienie, oświecenie i samobójsto")

Poniżej, fragment ekranizacji z roku 1946, gdzie Larry Darrell konfrontuje się z Wielką Tajemnicą.








Na koniec: Wydawnictwo Czarna Owca informuje na swojej stronie internetowej, że książka Batchelora pt.„Wyznania buddyjskiego ateisty”, w której znaleźć można krótszą, nieco zmienioną wersję eseju „Istnienie, oświecenie i samobójstwo”, po raz pierwszy opublikowanego w 1995 r., ma ukazać się na polskim rynku, już w lutym przyszłego roku. Polecam!