Nihilizm - Ray Brassier, część IV






Ray Brassier
Jeśli pod uwagę brać wysokie stężenie nihilizmu, które jest w niej zawarte, Nihil Unbound to książka zdecydowanie bezkompromisowa, książka która reprezentuje coś, co Nietzsche nazwałby „próbą selektywną”. Zatem, niektórzy czytelnicy mogą być nią tak przerażeni, że wybiorą raczej trwanie przy o wiele łagodniejszych pół-prawdach i dostosowaniach, które czynią zarówno życie, jak i filozofię czymś możliwie przyjemnym. Tego nie czyta się z przyjemnością, nie poprawia to samopoczucia, i chociaż zawsze można wybrać życie i naturalny obraz [manifest image], Brassier sprawia, że jest to bardzo trudne. Można wręcz powiedzieć, że podstawową funkcją tej książki jest uczynienie takiego dostosowania czymś trudnym, co motywowane jest oskarżeniem, że dostosowanie zawsze działa na niekorzyść myśli i filozoficznego postępu. Ale jednocześnie wyznacza to w pewien sposób granice filozoficznego myślenia, ponieważ jeżeli uznamy, że Brassier zidentyfikował fundamentalne filozoficzne znaczenie nihilizmu (poza jego kulturowymi manifestacjami), to czy wskutek tego filozofia musi zostać oczyszczona z refleksji nad tymi kulturowymi konsekwencjami? Innymi słowy, fundamentalne napięcie w pracy Brassiera polega na tym, że z jednej strony mówi on, że obraz naukowy dostarcza nam czegoś, co jest nieredukowalne do obrazu naturalnego, ale z drugiej strony, jeśli nihilizm jest tożsamy z istotą oświeceniowego projektu, to wtedy możliwym byłoby kontynuowanie tego planu, aż do rozpadu naturalnego obrazu.

Jeśli jest tak faktycznie, to pojawia się pytanie: czy zajmowanie się tym jest  możliwe jedynie na gruncie filozofii, czy istnieją jakieś inne kulturowe praktyki, które mogą operować w podobny sposób, to znaczy, przekształcać nasze podstawowe poglądy dotyczące tego co oznacza być człowiekiem? Zatem, istnieje pewne napięcie pomiędzy ideą mówiącą, że nie powinniśmy tego instrumentalizować na rzecz ludzkiego przetrwania, a z drugiej strony, owa pojęciowa istota, jeśli ją uchwycimy, posiada pewien potencjał umożliwiający przekształcenie nam samych siebie. Jedno jest pewne, jeżeli filozofia odmówi przywłaszczenia sobie tego zagadnienia, wtedy porzucimy historię oraz ludzki projekt i pozostawimy je na pastwę kapitalistycznej eksploatacji, która zaadaptuje zarówno obraz naturalny, jak i naukowy, ponieważ kapitalizm nie będzie miał problemów z wykorzystaniem obydwu obrazów w celu doskonalenia swojej eksploatacji ludzi.

Tak więc, w pewien sposób pojawia się tutaj wezwanie do działania, ponieważ jeżeli naturalny obraz jest nie do podtrzymania, a naukowy zaś otwiera perspektywę spekulatywnej myśli, wtedy istnieją możliwości radykalnego przekształcenia ludzkiej kultury. W niedawnym wywiadzie, neurofilozof Paul Churchland rozważa możliwość kulturowej zmiany mającej wpłynąć na nasze rozumienie samych siebie właśnie w kategoriach obrazu naukowego a nie obrazu naturalnego. W rzeczywistości, w pewnym stopniu już teraz tak myślimy, powiedzmy, kiedy idzie się na przejażdżkę kolejką na wesołym miasteczku i później opowiada się, że „To była prawdziwa dawka adrenaliny”, to w takim przypadku mówi się w kategoriach obrazu naukowego, ponieważ przypisuje się stan własnego samopoczucia chemicznym reakcjom a nie osobistym emocjom. Niemniej, te naukowe obrazy stają się później jedynie obrazami, ponieważ zostają przejęte przez kulturę i przestajemy rozumieć do czego się one faktycznie odnoszą, ale tak czy inaczej, być może są to oznaki zakrojonej na szeroką skale poznawczej transformacji, która urzeczywistnia to, co Churchland nazywa „plastycznością umysłu”: czyli, ideę mówiąca, że posiadamy potencjał reorganizowania tego w jak sposób myślimy. Jednak musi się to dokonać dzięki jakiegoś rodzaju kulturowej praktyce, pytaniem więc pozostaje: co mogło by to być?

Inny problem jest taki, że na arenach, które mogłyby zainicjować tego rodzaju zmianę (sztuka, polityka, itd.), zamiast powoływania się na nihilizm i naukowy obraz, od których ta zmiana zależy, natknąć się można na mnóstwo nostalgii dla naturalnego obrazu. Zatem, niebezpieczeństwo polega na tym, że filozofia nihilistyczna stanie się rodzajem agnostycyzmu, w ten sposób, że możliwe będzie dla nas myślenie o istocie nihilizmu i konsekwencjach naukowego obrazu, lecz nie będziemy zdolni do wprowadzenia tego w zwykłe życie. Oczywiście, w pewnym sensie Brassier mówi, że my nie chcemy tego robić – czyli zinstrumentalizować tego na rzecz życia – co oznacza, że istota ludzkiej kultury nie dorównuje pojęciowemu rigor mortis, którego nam Brassier dostarcza. Tak więc, nawet jeżeli autor ostrzega nas przed poświęceniem siły argumentów myślowych na rzecz praktycyzmu, to jako takie, przedsięwzięcie to nadal pozostawia nas w pozycji bycia chodzącym ucieleśnieniem problemu nihilizmu: czyli, możemy rozumieć o co mu chodzi, lecz jednocześnie robimy zakupy, mówimy w kategoriach 'ja', emocji, itd. Zatem istnieje pewien poziom powściągliwości w pracy Brassiera, w tym sensie, że ogranicza się on do pewnej koncepcji filozofii, i nie jest chętny do powiedzenia nam jak mielibyśmy w rzeczywistości unieważnić naturalny obraz. Zatem pytanie jakie zamyka ten cykl wpisów, że powtórzę raz jeszcze, jest następujące: jakiego rodzaju kulturowe praktyki mogłyby faktycznie przyspieszyć rozpad naturalnego obrazu?