Pustka - jak się z tego leczyć






W wyniku dyskusji, jaka zawiązała się pod krótkim esejem, który opublikowałem ostatnio na blogu The Non-Buddhist, powróciłem myślami do prezentowanej tu już kiedyś heurystyki spekulatywnego niebuddyzmu. Przeglądając poszczególne elementy tejże heurystyki, po raz kolejny natknąłem się na jakże znany wszystkim buddystom termin sunjata, czyli inaczej, pustka czy pustość, jak zwykło się ten termin tłumaczyć na język polski. Sunjata pojawia się we wspomnianej heurystyce w opisie, znajomo ale i jednocześnie dość zwodniczo brzmiącego, elementu określanego mianem pustej rzeczywistości. Opis ten zaczyna się następująco:



Pusta rzeczywistość. Najbardziej banalny, często denerwujący, nieinteresujący, niewyróżniający się, w rzeczywistości, bezcelowy, fakt życia: nic którego nie ma i nic które jest. Nauka tworzy mapy pustej rzeczywistości. Ku pustej rzeczywistości wskazują zarówno sprawozdania z pradziejowości o kształtowaniu się lądów oraz formowaniu komórek, jak i sprawozdania o potomności dotyczące rozpadu komórek i spopielenia Ziemi. Kultura dodaje swoje reprezentacje.

Kluczową sprawą w powyższym fragmencie jest, jak mi się wydaje, kwestia rozdziału pomiędzy, że tak powiem, światem zewnętrznym, czyli tym, który jest całkowicie niezależny od nas ludzi – jak np. wspomniana pradziejowość – a kulturowymi reprezentacjami tegoż świata. Ten z pozoru prosty zabieg, pozwala na uchwycenie roli, jaką terminy takie jak sunjata pełnią w sieci kulturowych reprezentacji, które tworzą zjawisko nazywane tradycyjnie „buddyzmem” lub Dharmą. Bez zastosowania takiego zabiegu, osoba posługująca się słowem takim jak sunjata, bardzo często utożsamia ową kulturową reprezentację ze światem zewnętrznym, który niejako z zasady jest całkowicie odrębny, i co więcej, tylko w minimalnym stopniu poddaje się klasyfikacji, opisowi czy można by wręcz powiedzieć, ujarzmieniu za pomocą ludzkich reprezentacji.

Podkreślam to wszystko niejako uprzedzając pozostałą część cytowanego wyżej opisu „pustej rzeczywistości”. Dalsza część wiąże się mianowicie z konkretnymi sugestiami odnośnie roli jaką spełniają terminy takie jak sunjata vis a vis owej pustej rzeczywistości. Wreszcie opis ten stanowi niejako diagnozę i ewentualne środki zaradcze, jakie powinien zastosować ktoś (buddysta), kto chce się uwolnić (wyleczyć) od odruchowego utożsamiania sunjaty ze światem, który go poprzedzał i który pozostanie na długo po nim i będzie trwał do czasu, kiedy ludzkość nie będzie już nawet wspomnieniem żadnej potomności. Tymi środkami zaradczymi są oczywiście postulaty spekulatywnego niebuddyzmu, które, jak nazwałem je w tekście z The Non-Buddhist, stanowią formę duchowego Xanaxu, który powoduje uspokojenie rozedrganego pola percepcji buddysty, poprzez wyeliminowanie sunjaty i innych tego rodzaju buddemów z pojemnika, w którym przechowuje on podstawowe kulturowe reprezentacje umożliwiające mu przeżycie w pustej rzeczywistości.

Zasadniczym celem wcielenia w życie postulatów spekulatywnego niebuddyzmu jest zachęcenie nas, liczących dwieście tysięcy lat małp homo sapiens, aby dopasować się do pustej rzeczywistości, oczywiście, z pomocą jak najbardziej minimalnej kulturowej reprezentacji. Rozproszenie mgły unoszącej się wokół pustej rzeczywistości – która to mgła wynika z przesadnych buddyjskich reprezentacji – stanowi sedno istnienia spekulatywnego niebuddyzmu. Wbrew narcystycznym impulsom tkwiącym w małpie homo sapiens, aby utrwalać i wyolbrzymiać swoje ulotne kulturowe fikcje, pusta rzeczywistość nie powinna być ponownie opisywana jako buddyjska sunjata, nie-ja, „rzeczy takimi jakie są”, współzależne powstawanie, itd. Pusta rzeczywistość dana jest we „właśnie tak” codziennego życia. Termin „pusta rzeczywistość” wykorzystywany jest dlatego, ponieważ nazywa to, co prawdziwe w intymny, radykalnie immanentny sposób, i jednocześnie odmawia wydobywania wibrato najgłębszych uczuć duszy. Buddyjskie terminy takie jak „sunjata” wywołują to ostatnie. Przykładowo, sunjata jest roszim Jankiem Jiko Kowalskim pustej rzeczywistości Janka Kowalskiego; mianowicie, retoryczną kwiecistością, która służy temu, aby zakryć to, co rzekomo stara się nazwać, a konkretnie, ponieważ nadpisuje to, co nazywa (ze swoistą pompatycznością, kulturowo-historyczną złożonością, itd.). Buddyści, będący kształtem buddyzmu, mogą próbować komentować pustą rzeczywistość; lecz czynienie tego będąc buddystą oraz posługiwanie się w tym celu buddyjskimi sformułowaniami, prowadzi do kolejnego powielenia buddyjskiej decyzji – kolejnego obrotu w obrębie buddyjskiego systemu. Pusta rzeczywistość to nie jest sprawa dla buddyzmu; buddyzmowi nic do tego. Pusta rzeczywistość jest faktycznie niczym. W dużym stopniu, termin „buddyzm” określa szczególny rodzaj reprezentacyjnego stylizowania pustej rzeczywistości. To, co ostatecznie uzmysławiają terminy takie jak sunjata, to fakt, że mamy tutaj do czynienia z głęboką ironią: buddyzm koduje swoja własną zgubę. Ale żaden buddysta nie byłby w stanie się do tej zguby przyczynić. To byłoby niemożliwe. (Stąd: niebuddyzm).

Dodatkowo chciałby przypomnieć to, jak w heurystyce spekulatywnego niebuddyzmu zdefiniowane zostało pojęcie buddemu:

Buddemy. Powtarzające się słownictwo, zwroty i zdania, które stanowią właściwie sto procent buddyjskiego dyskursu. Buddemy są w sposób oczywisty i wyraźny prezentowane we wszystkich x-buddyjskich czasopismach, blogach, magazynach, mowach dharmy, literaturze kanonicznej, rozmowach i stronach na Facebook'u.

[Ogólnie rzecz biorąc, każda wypowiedź, każde zapisane słowo, każde twierdzenie typu „buddyzm utrzymuje” lub „Budda nauczał” lub „według Sutry serca/kanonu palijskiego/Shobogenzo/ tego czy tamtego nauczyciela" oraz wszystkie reprezentacje typu: sunjata, anatta, anicca, yathabhuta, tathata, nirwana, współzależne powstawanie, palec wskazujący księżyc, porzucanie tratwy, zsiadanie z osła, zabijanie Buddy, „rzeczy takimi jakie są”, itd. - to wszystko, co jak gdyby nadpisuje radykalną – tę pozbawioną reprezentacji, kulturowo nieokreśloną, główny przedmiot badań nauki – immanencję (pustą rzeczywistość)]. 



Rezultatem tego odruchowego sposobu mówienia i pisania buddystów za pomocą buddemów, jest to, że redukują oni rzeczywistość do opisujących ją terminów dostarczanych przez buddyjski dyskurs. Jednak ten buddyjski zwyczaj językowy w istotnym stopniu omija swoje własne oznaczanie pustej rzeczywistości poprzez jednoczesne zapełnianie tej rzeczywistości swoimi określeniami, i to na swoich własnych zasadach. Według heurystyki spekulatywnego niebuddyzmu, taki odruchowy zwyczaj językowy okazuje się być symptomem nie tylko buddyjskiej decyzji, lecz również wspieraniem ideologii. Buddyjska mowa uzurpuje potencjalne możliwości wyrażania się praktykującego w kwestii swoich życiowych procesów. Spekulatywny niebuddyzm podejrzewa, że buddyjskie wypowiedzi, podobnie jak posługiwanie się jakimkolwiek innym językiem zapożyczonym, jest oznaką unikania, szukaniem pocieszenia w ciepłych objęciach taumaturgicznej sanghi. Ale co więcej, taka forma wypowiedzi funkcjonuje kosztem samego celu, któremu ta zbiorowość [buddyjska] ma rzekomo służyć, mianowicie, unicestwieniu reprezentacyjnych iluzji vis à vis pusta rzeczywistość.