Mnisi bojowi w Polityce




Jeśli ktoś to przegapił, warto poczytać. Pisze Paulina Wilk w tygodniku Polityka:



Zachodnie wyobrażenie buddyzmu to mieszanka haseł i obrazów przekazywanych przez elitę tybetańskich duchownych, a później przetwarzanych przez turbiny popkultury. Od początku lat 90. część buddyjskich intelektualistów, pod przewodnictwem Dalajlamy, stara się prezentować światu skomplikowany system filozoficzny w przystępnej formie, eksponując jego atrakcyjne aspekty: koncepcję karmy, wyrzeczenie się siebie, ponowne narodziny, porzucenie materialnych przejawów życia czy pacyfizm. Te pojęcia doskonale wpisały się w zapotrzebowanie na religijne doznania w Europie i USA.
Buddyzm okazał się wyjątkową propozycją, bo dla szeregowych wiernych nie niesie ze sobą ograniczeń obyczajowych, pozwala też łączyć duchowe praktyki z pokaźnymi majątkami. Jego popularność wspomogli słynni wyznawcy: Madonna, Tina Turner czy Leonard Cohen, zasilając wizerunek religii elitarnej, szczególnie szlachetnej. Idealistyczny, niemal ponadludzki charakter wyznawców buddyzmu uosabiają bosonodzy mnisi tybetańscy – pogrążeni w modlitwach, wybaczający, znoszący cierpienie w milczeniu. 
Michael Jerryson i Mark Juergensmeyer, autorzy książki o buddyzmie wojującym, podkreślają jednak, że oderwany od geografii i zamerykanizowany buddyzm w wersji soft to zaledwie część prawdy o religii, która ma miliony wyznawców z krwi i kości, żyjących w realiach przemocy politycznej, napięć etnicznych i ubóstwie. 
(…) 
Czasy leśnych klasztorów na odludziu, gdzie bogate życie duchowne zastępowało fizyczne pragnienia, to już przeszłość. W wielu azjatyckich krajach wyznawcy buddyzmu próbują teraz odnaleźć się w głośnych miastach, wśród bezliku pokus – przez setki lat mnisi utrzymywali się dzięki datkom, głównie w naturze. Dziś wierni wolą przekazywać im pieniądze, które są źródłem kolejnych problemów. Nowe znaczenie zyskuje wstępowanie do zakonu na określony czas – kiedyś był to okres zadumy, wyhamowania i refleksji nad swoim życiem; dziś to doskonała okazja do nawiązania kontaktów biznesowych i dorobienia się. 
Młodym adeptom buddyzmu w dużych miastach Tajlandii czy Birmy nirwana coraz częściej kojarzy się wyłącznie z nazwą grunge’owego zespołu sprzed lat, natomiast drogą życia staje się dla nich przemoc.

Z tezami Wilk na antenie radia TOK FM polemizował Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.