Uważność czy bezmyślność?






W Transcultural Psychiatry właśnie ukazał się artykuł Sharfa: Is Mindfulness Buddhist?



Robert H. Sharf, kilkakrotnie wspominany już na tym blogu amerykański buddolog, wygłosił niedawno bardzo interesujący wykład, w którym w wersji skondensowanej zawarł wiele wątków dotyczących zjawiska buddyjskiego modernizmu. Tematem przewodnim była dla niego modna dziś „uważność”, która przez swoich propagatorów (zarówno tych otwarcie x-buddyjskich, jak i krypto-buddyjskich, np. MBSR) reklamowana jest jako technika terapeutyczna mająca rzekomo doprowadzić praktykujących do szczęścia i dobrostanu. Jak jednak przekonująco dowodzi Sharf, tradycyjny buddyzm, z którego twórcy dzisiejszej „uważności” otwarcie wywodzą ten termin, miał jako tradycja stricte ascetyczna, niewiele wspólnego ze szczęściem, jak się je dzisiaj potocznie rozumie. Głównym bowiem celem buddyzmu nie był jakiś szeroko pojmowany dobrostan (udane związki, zdrowie fizyczne i psychiczne, powodzenie w pracy, itp) lecz wyzwolenie z samsary, czyli opuszczenie świata zjawisk oraz niekończącego się cyklu ponownych narodzin, a ostatecznie całkowity koniec istnienia. Jednym z warunków koniecznych do osiągnięcia tegoż buddyjskiego wyzwolenia było porzucenie nadziei, że coś takiego jak szczęście jest w ogóle możliwe w tym zamieszkiwanym przez ludzi świecie. Buddhaghosa buddyjski komentator żyjący na przełomie IV-V w. n.e., postać kluczowa dla współczesnego ruchu promującego "uważność" i medytację typu satipatthāna, opisując afektywny stan towarzyszący zaawansowanym stopniom medytacji poprzedzającym wyzwolenie, przywołuje bardzo drastyczny i depresyjny obrazek, mianowicie, porównuje to do sytuacji, kiedy matka jest świadkiem egzekucji swoich trzech synów.

Trudno więc o bardziej skrajny ideał od tego, który chcieliby dzięki „uważności” osiągnąć dzisiejsi jej propagatorzy. Zamiast nawoływać do wyrzekania się tego świata, propagatorzy ci obiecują, że dzięki "uważności", praktykujący doświadczą w nim spełnienia i satysfakcji. Zamiast, jak niegdyś starożytni buddyści, nawoływać do odwrócenia się od kulturowego mainstreamu, twierdzą, że "uważność" to metoda ułatwiająca radzenie sobie w tym mainstreamie. 

Obawiam się, że niezrozumienie historyczno-społecznej dynamiki nowożytności, jaka towarzyszyła powstawaniu tej paradoksalnej, wręcz groteskowej, sytuacji, może narazić osoby próbujące praktykować dzisiaj „uważność” na wiele niepotrzebnych frustracji i rozczarowań, o „bezmyślnym” wzmacnianiu politycznych, ideologicznych i metafizycznych postaw nie wspominając (neoliberalizm, filozofia wieczysta). 

A tak mniej więcej swój wykład podsumowuje Sharf:

Uczeni zajmujący się tematyką buddyjską wykazali, że „medytacja uważności” (czasami nazywana medytacją typu satipatthāna czy vipassanā), która stała się popularna za Zachodzie, to stosunkowo nowe zjawisko; jej początki można wywieść od buddyjskich ruchów reformatorskich rozwijających się w Birmie w pierwszej połowie XX wieku. Cechami, które uczyniły birmańską praktykę uważności – zwłaszcza tę jej formę nauczaną przez Ledi Sayadaw'a (1846-1923) czy Mahasi Sayadaw'a (1904-1982) – tak atrakcyjną dla zachodniej publiczności, były dokładnie tymi cechami, które wywołały kontrowersje w świecie buddyjskim. Chodziło przykładowo o to, że technika Mahasi'ego nie wymagała znajomości doktryny buddyjskiej (zwłaszcza abhidhammy), nie wymagała przestrzegania rygorystycznych norm etycznych (zwłaszcza monastycznych) oraz obiecywała zdumiewająco szybkie rezultaty możliwe do osiągnięcia w trakcie krótkich odosobnień medytacyjnych. Stało się to możliwe wskutek zinterpretowania palijskiego terminu sati, jako rodzaj „czystej świadomości” (bare awareness), czyli niezapośredniczonego, nieosądzającego postrzegania rzeczywistości „taką jaka jest”, które nie podlega modyfikacji przez uprzednio istniejące psychologiczne, społeczne czy kulturowe uwarunkowania. Warto dodać na marginesie, że sam termin „czysta świadomość”, czyli angielskie bare awareness, został pierwotnie ukuty przez pochodzącego z Niemiec ucznia Mahasi'ego, Nyanaponikę Therę (Siegmunt Feniger). Po raz pierwszy termin ten pojawił się w jego książce z 1954 roku, zatytułowanej The Heart of Buddhist Meditation.
Pojęcie „uważności” w wielu swoich aspektach przeczy przednowożytnym buddyjskim epistemologiom. Tradycyjne buddyjskie praktyki nie są zorientowane na „brak poglądu” i postawę nieosądzającą, nastawione są raczej na przyswajanie sobie „prawidłowego poglądu” i prawidłowego etycznego rozróżniania. Zatem samo pojęcie niezapośredniczonego sposobu apercepcji, jest w obrębie wielu tradycyjnych buddyjskich systemów, widziane jako oksymoron. Nic więc dziwnego, że birmańska satipatthāna, która przyjęła się na Zachodzie, stała się celem intensywnej krytyki ze strony rywalizujących nauczycieli therawady z Sri Lanki i południowo-wschodniej Azji. Nie oznacza to jednak, że współczesne formy praktyki „czystej świadomości” nie posiadają swoich historycznych pierwowzorów. Zarówno dzogchen, jak i pewne szkoły chińskiego czan, były, przynajmniej na pierwszy rzut oka, podobnie nastawione na wywoływanie mentalnego stanu, który był „czysty”, „nieuwarunkowany”, „nieosądzający”, itd. Nie dziwi więc to, że tradycje te w podobnym stopniu były obiektami ostrej krytyki; one również oskarżone zostały o heterodoksję – o promowanie praktyk, które przeczyły kardynalnym buddyjskim zasadom i wglądom.