Buddyzm sposobem życia?






„Buddyzm posiada długą historię szyfrowania przejętych przez siebie kategorii. W starożytnych Indiach dokonywał tego poprzez przyjmowanie pozycji ewidentnie naruszającej ówcześnie dominujące religijne reguły, wskutek czego, klasyfikowany był jako część szerokiego ateistycznego, anty-brahmanicznego nurtu, zwanego śramana. Jednak buddyjska doktryna wymykała się nawet takiej formie klasyfikacji. A jak sprawy mają się dzisiaj? Jedną z przyczyn tej niezwykłej popularności buddyzmu na Zachodzie jest to właściwie niepodważalne dziś przekonanie, że buddyzm nie jest religią. Musieliście pewnie słyszeć o tym jak to mówią, że buddyzm jest filozofią, sposobem/stylem życia. Mówi tak nawet sam Dalajlama! Mówi na przykład, że możecie – ba! powinniście – pozostać katolikami czy luteranami i praktykować buddyzm. Wspomniałem niedawno mojemu byłemu współpracownikowi (profesorowi germanistyki, który jak można by oczekiwać będzie lepiej zorientowany), że pracuję nad krytyką buddyzmu. Z wyrazem niewinnej obawy, jakbym powiedział mu, że z tym świętym Mikołajem to nieprawda, powtarzał bezustannie, że to przecież nie jest możliwe, ponieważ buddyzm jest tylko, zwyczajnie, sposobem życia. Widzimy jak to założenie funkcjonuje w wielu – większości? wszystkich? - dzisiejszych zachodnich formach x-buddyzmu, takich jak świecki, post-tradycyjny, progresywny, itd. Założenie to jest podchwytliwe a w rzeczywistości zwodnicze. Logika tego prezentuje się mniej więcej tak: buddyzm jest nauczaniem. Jednak to czego naucza jest czymś powszechnie dostępnym, czymś całkowicie oczywistym. Bo w istocie  naucza on o tym tylko jakie rzeczy są. Naucza o tym co jest fenomenologicznie dostępne, oczywiste, empirycznie weryfikowalne. Przez co faktycznie nie tyle naucza, co umożliwia dostrzeżenie tego, o co cały czas chodzi i zawsze chodziło. To właśnie dzięki tej retoryce naturalności, jak przypuszczam, ludzie dają się nabrać zapewnieniom, że jakoby buddyzm nie jest religią/nauczaniem/ideologią/światopoglądem. Ta wszędobylska x-buddyjska retoryka ma na celu uczynienie x-buddyzmu odpornym na wszelką krytykę. Świeccy buddyści nie są jedynymi, którzy posługują się empiryzmem jako bronią. Nie są też jedynymi na dzisiejszej scenie, którzy dzierżą tarczę płytkiego rozumienia nowożytnej nauki by móc się chronić przed atakiem ewentualnej krytyki”.