Nihilizm - Ray Brassier, część III







Jak widzieliśmy wcześniej, Brassier odrzuca sugestię Adorna, aby myśl mogła osiągnąć rodzaj dojrzałości poprzez pogodzenie się z mitem, jako transcendentalnym warunkiem dla myśli naukowej (co odmawiałoby nauce jakiegokolwiek statusu ontologicznego). W zamian, dowodzi, że w racjonalizmie naukowym napotykamy obcą siłę, która pochodzi spoza obszaru ludzkiej historii – obcą nawet w odniesieniu do nas samych jako podmiotów (to co obce jest już wewnątrz nas). Zatem zgadza się z Meillassoux, że czas nauki nie może być pogodzony z jakąkolwiek pozycją korelacjonistyczną, dla której rzeczywistość obiektywna stanowiona jest przez bardziej pierwotny warunek manifestacji. Stąd doświadczenie, życie, świadomość, mit, historia, itd., same są drugorzędnymi przestrzenno-czasowymi wydarzeniami wewnątrz uprzestrzennionego naukowego pojęcia czasu, co oznacza, że w ogóle nie mogą one warunkować przedmiotów, o których mówi nauka. Konsekwencją tego jest unieważnienie filozoficznego transcendentalizmu (tj. idei, że filozofia zajmuje się warunkowaniem), co dokonuje się przez uznanie traumy będącej następstwem myśli naukowej, nihilizmu, który w sposób nieunikniony jej towarzyszy, oraz faktu, że owa trauma sygnalizuje coś nieuwarunkowanego przez ludzką myśl: coś, co nie ma nic wspólnego z ludzkim przetrwaniem czy instrumentalnością. 

Jednak, Brassier odrzuca również racjonalistyczną drogę ewakuacyjną z korelacjonizmu Meillassoux, ponieważ zakłada ona absolutną różnicę pomiędzy myślą i byciem, oraz filozoficzne uprzywilejowanie czasu. W zamian, zwraca się ku pracy Francois Laruelle (myśliciela, który dopiero zaczyna pojawiać się w anglojęzycznym świecie), w której Brassier znajduje zasoby potrzebne mu aby osiągnąć realizm, którego poszukuje; realizm umożliwiający podtrzymanie niezależności przedmiotu od myśli. Faktycznie u Laruella, myśl już się nie wychyla – czy to przez korelację lub (jak u Meillassoux) intelektualną intuicję – wprost przeciwnie, to przedmioty wymuszają jednostronne pierwszeństwo wobec myśli, która w konsekwencji zmuszona jest do ugody z przedmiotem, który jest od niej ważniejszy. Nie tylko zewnętrzny przedmiot ale również ja sam – to co we mnie myśli – nie może być pogodzone z moim własnym doświadczeniem myślenia, ponieważ to co we mnie myśli, nie jest jaźnią, której doświadczam jako myślenie, lecz raczej wewnętrznym przedmiotem, który myśli poprzez mnie (schizofreniczne cogito).

Zatem, przedmiot myśli przez podmiot, a sama rzeczywistość przedmiotu jest ostatecznym wyznacznikiem samej filozoficznej myśli. Nie uprzywilejowanie czasu czy znaczenie śmierci – jako horyzont ludzkiego doświadczenia – lecz naukowa obiektywizacja czasoprzestrzeni, która nie udziela przywilejów uczasowieniu. Zatem, aby sprzeciwić się jakiejkolwiek transcendentalizacji jej antropologicznego znaczenia, Brassier obstaje przy śmierci, jako pierwotnej bezcelowości, która wymusza wszelką celowość – to znaczy, cała ludzka instrumentalność wymuszana jest przez ten przedmiot, który nie ma nic wspólnego z nami: nieżycie, które zawładnęło życiem, i które nie może być uchwycone przez życie, lecz prześladuje je jako 
jednostronnie powodowana trauma, z konieczności niewspółmierna z jakimkolwiek przeżywanym doświadczeniem i przez to, zupełnie pozbawiona sensu. Innymi słowy, nie jest tak, że możemy zrozumieć tę rzeczywistość i wskutek tego wytworzyć z tego nowy sens, ponieważ, wręcz przeciwnie, jest ona kategorycznie pozbawiona sensu – niewspółmierna z naszym naturalnym obrazem [manifest image] i niemożliwa do zaabsorbowania przezeń. Tak więc, podobnie jak powrót do nieorganicznego stanu, który rozgrywa się w trakcie patologicznego powtarzania freudowskiego popędu śmierci, nie może być rozumiany w sensie teleologicznym (ponieważ nie można powiedzieć, że śmierć należy do tego co żywe), tak o immanentnej śmierci, którą naukowa ontologia obciąża myślącego, nie można powiedzieć, że należy do myślącego. W zamian, naukowa wola poznania jest dla Brassiera ekwiwalentem powtarzania, jak w traumatycznej neurozie: to znaczy, jest powtarzaną próbą, aby uchwycić coś, co jest próżnią lub czymś nieuwarunkowanym (wola nicości). Zatem, dla Brassiera, człowiek i jego życie jest niczym więcej, jak jednym specyficznym produktem tego martwego, bezwładnego podłoża, które sygnalizowane jest przez negującą konceptualizację nauki.

Nauka jest więc traumą dla ludzkiej myśli: wdzieraniem się trybu śmierci, który zagraża wszystkiemu co czyni ludzkie życie wartym zachodu. To nie jest śmierć, która posiada sens w naszym świecie – to znaczy, śmierć jednostki, która kształtuje nasz horyzont oraz formuje nasz plan (Heidegger) – lecz jest to śmierć bezosobowa, która poniekąd oznacza, że filozof już teraz jest martwy, stąd filozofia jest niczym innym jak przewidywaniem (lub 'organon' [narzędziem], jak ujmuje to Brassier) naszej własnej zagłady oraz faktu, że już ulegliśmy zagładzie, ponieważ nie jesteśmy tym, czym myśleliśmy, że jesteśmy. Nie racjonalnymi podmiotami działającymi w posiadającym sens świecie, lecz fizycznymi systemami oddziałującymi na siebie w płaskiej, uprzestrzennionej zewnętrzności. 



Nihilizm - Ray Brassier, część IV