Buddyjskie 998




Dwie uwagi odnośnie opublikowanego ostatnio na Sasana.pl tekstu pt. Gaszenie płomieni, Bhikkhu Bodhiego. Pisze on m.in.:

Musimy nauczyć się postrzegać świat naturalny, jako nasz dom, nasz system podtrzymujący życie, a nie jedynie, jako źródło surowców dla produkcji energii i przemysłu”. 

Bardzo to politycznie poprawne stwierdzenie, jeśli brać pod uwagę choćby wartości wyznawane przez proekologiczne środowiska tak chętnie utożsamiające się dzisiaj z buddyzmem, tylko nieco kuriozalnie brzmiące zważywszy na fakt, że wypowiada je formalnie therawadyjski asceta. A konkretnie chodzi o to, że nakłania on czytelnika, aby nauczył się postrzegać „świat naturalny, jako nasz dom, nasz system podtrzymujący życie”. Tylko jak to faktycznie ma się do aksjomatu buddyjskiej soteriologii, mówiącego o tym, że samsara, jak i sama psychofizyczna struktura (nāmarūpa) z niej powstała, jest de facto niczym innym jak tylko masą cierpienia (duhkha), a celem ascety całkowite wyzwolenie się z tego złowrogiego cyklu, który Bodhi – o ironio! - utożsamia z „naszym domem”. Gdzie tu spójność przekazu? A może to tylko jeden z symptomów uwikłania szczytnych ascetycznych ideałów z jakże przyziemnymi wymogami instytucjonalnego przetrwania?

Aby przetrwać, wszyscy musimy stać się strażakami – globalną strażą pożarną, pracującą wspólnie nad zmniejszeniem ponadnarodowych płomieni chciwości, nienawiści i iluzji. Dla realizacji takiego projektu, konieczne jest ponowne przeanalizowanie założeń leżących u podłoża dominującego modelu gospodarczego, nastawionego na realizację niemożliwego do osiągnięcia ideału ciągłego wzrostu”.

Pytanie tylko, czy propagatorzy x-buddyzmu, niesieni na współczesnej fali nieufności do rozumu, zdolni są wyrzec się swoich jakże często bojowo prezentowanych sentymentów żywionych do wszelakich „umysłów nie-wiem” i innych tego rodzaju popłuczyn po antyoświeceniowej, romantycznej reakcji? Czy zdolni są do zaakceptowania konieczności krytycznego, dyskursywnego myślenia, dzięki któremu możliwe będzie rozchylenie niewidocznej ideologicznej zasłony leseferyzmu, źródła tego dzisiejszego społecznego rozwarstwienia, a przez to niesprawiedliwości i cierpienia? Czy zdolni są do zaakceptowania zdrowego odruchu gniewu i złości, które mogą być siłą napędzającą polityczne działanie mające na celu realne zniwelowanie tych strukturalnych podziałów? Obmawiam się, że wszystko to może być bardzo niewygodne dla x-buddyjskiego establishmentu, który historycznie rzecz biorąc, zazwyczaj skłaniał się ku obowiązującego status quo i przez to legitymizował niezliczone represyjne reżimy, w zamian za co był tolerowany i odpowiednio dotowany. 



Dodatkowo polecam również:


Nie-uważna zmowa